Widok patrolu Straży Ochrony Kolei dla zmierzającego w stronę osoby z aparatem to ostatnio częsty obrazek na polskich dworcach. Czy to oznacza, że fotografowanie pociągów jest zakazane? Nie, ale w czasach zagrożenia dywersją każdy pasjonat musi liczyć się z wylegitymowaniem przez służby. Jak wyglądają takie kontrole?
Czy wyciągając aparat na peronie, łamię prawo? Wątpliwości te narosły po jesiennym incydencie w pobliżu Garwolina i w związku z ogólną sytuacją za wschodnią granicą.
Mit o zakazie obalony
Straż Ochrony Kolei przekonuje, że fotografowanie pociągów oraz infrastruktury kolejowej nie jest zakazane. Nie ma przepisu, który zabraniałby stania w miejscu publicznym (na peronie czy przy szlaku, z zachowaniem zasad bezpieczeństwa) i robienia zdjęć przejeżdżającym składom.
– Stan alarmowy wciąż obowiązuje, patrole są intensywne, kontrolujemy osoby postronne przy torach, ale zakazu fotografowania pociągów czy torów nie ma – potwierdza Sylwester Wesołowski, naczelnik wydziału do spraw przeciwdziałania zagrożeniom SOK.
Skoro wolno, to dlaczego widok fotografa „uruchamia” służby? Chodzi o bezpieczeństwo – kolej jest infrastrukturą krytyczną, a ryzyko dywersji jest realne. Maszyniści i dyżurni ruchu mają obowiązek zgłaszać każdą osobę, która kręci się w pobliżu torów w nietypowy sposób. Dla nich człowiek z aparatem może wyglądać tak samo, jak osoba obserwująca ruch pociągów w złych zamiarach.
– Zagrożenie dywersją wciąż istnieje, dlatego zawsze należy spodziewać się kontroli, kiedy wyciągniemy aparat w pobliżu obiektów kolejowych. Jest to pokłosie wprowadzenia na obszarze PLK i linii hutniczej szerokotorowej stanu alarmowego CHARLIE – tłumaczy Wesołowski.
Jak wygląda kontrola? „Podejdźmy na luzie”
Strażnicy zapewniają, że ich działania nie są wymierzone w hobbystów. Chodzi o weryfikację. Jeśli funkcjonariusze SOK lub policjanci podchodzą do fotografa, zazwyczaj proszą o dokumenty i pytają o cel robienia zdjęć.
– Mimo wszystko należy liczyć się z zainteresowaniem SOK lub policji. Jeśli tylko realizujemy swoją pasję, kontrola kończy się krótką rozmową. Funkcjonariusze podejmują czynności z rozwagą i poszanowaniem osoby, z którą rozmawiają. Współpraca osób legitymowanych z naszymi funkcjonariuszami powinna wystarczyć – zapewnia Wesołowski.
Naczelnik radzi, by w takiej sytuacji zachować spokój. Jeśli nie mamy nic na sumieniu i po prostu „łapiemy” ciekawe kadry, wystarczy to wyjaśnić.
– Dlatego, jeśli nie mam nic na sumieniu, do kontroli należy podejść na luzie – dodaje.
Można robić zdjęcia i nagrywać filmy, ale należy pamiętać o zachowaniu bezpiecznej odległości od torów. Nie dziwmy się, gdy patrol podejdzie zapytać, co robimy. To znak, że system bezpieczeństwa na kolei działa.






