Minister edukacji Barbara Nowacka potwierdziła, że od nowego roku szkolnego Edukacja Zdrowotna stanie się przedmiotem obowiązkowym z wyłączeniem edukacji seksualnej. Dyrektorzy szkół mają zaledwie kilkanaście dni na znalezienie nauczycieli i wdrożenie zmian. Aktywiści grzmią, że choć lepszy rydz niż nic, to edukacja seksualna jest trzonem tego przedmiotu i nie powinna być wykreślana.
Dzisiejsza decyzja minister Barbary Nowackiej wywołała spore zamieszanie. Z ustaleń i przewidywań organizacji młodzieżowych, takich jak Akcja Uczniowska, już wcześniej wynikało, że resort wycofa się z „kontrowersyjnego” modułu. Choć aktywiści upominali się o pełen program przedmiotu, ostatecznie wydają się godzić z jego okrojonym kształtem.
– Edukacja seksualna, zdrowie seksualne to jest serce przedmiotu edukacji zdrowotnej i powinien każdy to zrozumieć. Zakrywanie się tym, że edukacja seksualna jest deprawacją, ideologizacją, jest totalnym absurdem, który płynął i płynie ze strony polityków prawicy, również episkopatu, czy Ordo Iuris – mówi nam Paweł Mrozek, założyciel Akcji Uczniowskiej.
O ile uczniowie analizują program, o tyle dyrektorzy szkół łapią się za głowy, patrząc w kalendarz. Danuta Kozakiewicz, dyrektorka Szkoły Podstawowej nr 103 na Sadybie, nie kryje, że czas nie jest obecnie sprzymierzeńcem szkół, a decyzja była przez MEN nieustannie odwlekana.
Przez dwa miesiące resort edukacji zapewniał, że ostateczne rozstrzygnięcie sprawy ujawni do końca marca (wcześniej wskazywano nawet na koniec lutego). Decyzja zapadła dopiero teraz, co postawiło dyrektorów szkół w trudnej sytuacji. Placówki muszą w ekspresowym tempie obsadzić nowe etaty i wyszkolić kadrę. Czas na to jest tylko do 21 kwietnia.
Co na to rodzice?
Pomimo ogromnego zamieszania organizacyjnego i okrojenia programu, nikt nie ma wątpliwości, że sam przedmiot jest w szkołach niezbędny. Dyrektor Danuta Kozakiewicz przypomina, że Edukacja Zdrowotna wychodzi naprzeciw realnym problemom współczesnej młodzieży, których z roku na rok przybywa. Są to m.in.:
– Z otyłością, brakiem ruchu, z kwestiami korzystania z mediów społecznościowych, w ogóle ze smartfona, Internetu. Nie radzą sobie z cyberprzemocą, stresem z tym związanym. Pojawia się hejt, bullying – tłumaczy Kozakiewicz.
Danuta Kozakiewicz opowiedziała nam o tym, jak na te decyzję zapatrują się sami rodzice. Jak słyszymy, panuje duży chaos informacyjny, którzy rodzice odczuwają, ale dyrektorka SP 103 ma do nich jedną, zasadniczą prośbę:
– Rodzice przede wszystkim pytają, rodzice mają bardzo różne poglądy i czują olbrzymi chaos informacyjny. Ja rodziców proszę tylko o jedno: wasze dzieci idą do czwartej klasy, do piątej klasy – weźcie podstawę programową i przeczytajcie ją, sprawdźcie sami o czym mówią te twarze na ekranie telewizora – podkreśla Kozakiewicz.





