Internauci grzmią po odstrzale siedmiu dzików na Mokotowie. Dyrektor Lasów Miejskich tłumaczy to przepisami prawa i apeluje o ich zmianę

Zdjęcie ilustracyjne, źródło: Canva.com

„Egzekucja” – tak internauci i obrońcy zwierząt określili wielkanocną interwencję Lasów Miejskich na Mokotowie. W okolicach ulic Chełmskiej, Gagarina i Sielce uśmiercono siedem dzików. Dyrektor Lasów Miejskich rozkłada ręce i tłumaczy, że nie była to zła wola leśników, ale wymóg polskiego i europejskiego prawa.

Szacuje się, że w granicach stolicy może przebywać nawet około 3 tys. dzików. Coraz śmielej zapuszczają się one w gęsto zabudowane rejony miasta, co niepokoi mieszkańców. Do takiego właśnie zdarzenia doszło w wielkanocny poranek w okolicach ulic Chełmskiej, Gagarina i na Sielcach.

Po otrzymaniu czterech zgłoszeń ze strony policji, na miejscu pojawili się łowcy z Lasów Miejskich. Locha z warchlakami znalazła się wewnątrz gęsto zabudowanego osiedla.

Jak tłumaczy Karol Podgórski, dyrektor Lasów Miejskich, przepędzenie stada (łącznie 7 osobników) nie było możliwe z racji braku w pobliżu jakichkolwiek terenów zielonych, do których zwierzęta mogłyby bezpiecznie uciec. Ze względu na możliwe zagrożenie dla mieszkańców i samych zwierząt, podjęto decyzję o ich farmakologicznym uśpieniu, a następnie utylizacji.

Kiedy nasi łowczowie stwierdzili, że nie ma możliwości ich przegonić w inne, bezpieczniejsze miejsce czy to dla ludzi, czy dla samych dzików, została podjęta decyzja o tym, żeby zastosować sedację. Te uśmiercenie zawsze odbywa się w obecności lekarza weterynarii, który podaje środek farmakologiczny jego dawkę i rodzaj. One zostały uśmiercone i jako odpad niebezpieczny zawsze trafiają do utylizacji – tłumaczy Podgórski.

Dlaczego po prostu ich nie wywieziono?

W sieci zawrzało. Komentujący niemal jednogłośnie pytali, dlaczego dzików po prostu nie odłowiono i nie wywieziono ciężarówką do odległego lasu? Odpowiedź na to pytanie tkwi w polskich i unijnych przepisach.

Prawo kategorycznie zabrania transportu żywych dzików. Jest to związane z ryzykiem rozprzestrzeniania się Afrykańskiego Pomoru Świń (ASF) – zakaźnej i śmiertelnej choroby trzody chlewnej, która dziesiątkuje hodowle.

Zgodnie z paragrafem 12. odpowiednich rozporządzeń, służby leśne działające w mieście nie mają obecnie żadnej alternatywnej metody pozbycia się dzików z terenów zurbanizowanych (gdy nie da się ich przepędzić) niż podanie im środka farmakologicznego i uśmiercenie.

Przepisy sanitarne dot. afrykańskiego pomoru świń uniemożliwiają nam relokację tych dzików żywych i przewożenie ich w tereny mniej zurbanizowane. Artykuł 48 rozporządzenia Komisji Europejskiej mówi wprost, że państwa członkowskie zakazują przewozu dzikich świń na terenie całego kraju. Ten zakaz mamy potwierdzony rozporządzeniem Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi z 16 marca tego roku – podkreśla Podgórski.

Sytuacja na Mokotowie nie jest odosobniona. Podobne emocje wywołała niedawna interwencja na Bemowie (przy ul. Wolfkego), gdzie w pobliżu placu zabaw uśmiercono 16 dzików (w tym 12 młodych). Mieszkańcy stworzyli tam nawet symboliczną „tablicę żałobną” upamiętniającą zwierzęta.

Źródło: Profil Niech Żyją, Facebook

Apel o zmianę przepisów: legalna relokacja w obrębie miasta

Dyrektor Karol Podgórski apeluje do ustawodawców o pilną zmianę przepisów. Chodzi o zalegalizowanie relokacji dzików chociażby w obrębie samego miasta – na przykład przewożenie ich z centrów osiedli do miejskich lasów (np. Las Bielański, Las Bemowo). Obecnie nie jest to możliwe.

Chętnie zaapelowałbym do ustawodawcy, żeby te przepisy, które dotyczą Warszawy zrekonstruować, żeby władze samorządowe miały możliwość relokacji tych zwierząt w granicach samej Warszawy. Żebyśmy mogli odłowić taką lochę z małymi odłowić żywą i żywe zwierzęta wywieść np. do lasu wawerskiego, lasu w Wesołej czy nawet do lasu Bemowskiego. O to bym gorąco apelował, żeby dochodziło do sytuacji uśmiercenia jak najmniej – apeluje Podgórski.

Lasy Miejskie przypominają również o tym, aby nigdy, pod żadnym pozorem nie dokarmiać dzików. Wyrzucanie jedzenia pod bloki, zostawianie resztek poza śmietnikami czy celowe rzucanie chleba sprawia, że zwierzęta zaczynają traktować miasto jak stołówkę. Tracą naturalny lęk przed człowiekiem, a my dokarmiając je stajemy się współodpowiedzialni za konieczność ich późniejszego odstrzału.

Udostępnij ten artykuł!

Najnowsze podcasty