Włącz radio

Słuchaj nas na 103 FM

Zadzwoń do studia: 222 562 562

Napisz do nas

Włącz radio

Kolorszop

Antyaborcyjne furgonetki wyrastają jak grzyby po deszczu

Dodano: 2019-04-20 13:52:45
fot. Radio Kolor
fot. Radio Kolor

Aktywiści pro-life ustawiają antyaborcyjne furgonetki w kluczowych miejscach w Warszawie.

Stoją przed przedszkolami, szkołami, szpitalami, a nawet przed Trybunałem Konstytucyjnym. Czasem zmieniają swoją lokalizację, a czasem stoją przez wiele miesięcy w jednym miejscu. W każdym jednak wywołują spore zgorszenie.

Jak mówi Liliana Religa z Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny - największy problem mają rodzice, których dzieci są przerażone widząc takie plakaty.

- Widać zwykle wsciekłość na to, że dzieci osób, które do nas piszą, czy dzwonią, były przestraszone, miały koszmary nocne, nie wiedziały co to wszystko oznacza. Pytały, czy to oznacza, że mnie też można zabić. Więc to też stawia w bardzo trudnej sytuacji. Warto zapoznać się z dostępnymi online materiałami, które podpowiadają, jak rozmawiać z dziećmi o aborcji i starać się wyjaśnić polityczny cel organizatorów wystaw antyaborcyjnych - mówi Religa. 



Inną grupą osób, które mogą czuć się nieswojo widząc takie furgonetki są kobiety w ciąży, lub które poroniły.

- One są w wyjątkowo trudnej sytuacji, ponieważ to były chciane ciąże. Kiedy są w szpitalu i z tego okna widzą te furgonetki, które stoją przed budynkiem, powoduje w nich ogromne cierpienie i ból, czują się jakby zrobiły coś złego. To oburzające, że aktywiści Fundacji Pro znęcają się nad kobietami, która są po tak bolesnych przeżyciach - dodaje aktywistka.



Co możemy zrobić?

Widząc furgonetkę, która stoi codziennie pod naszym domem możemy zgłosić taką sprawę do sądu. 

- Przede wszystkim potrzebujemy dokumentacji, więc należy zrobić zdjęcie, które też wskazuje lokalizację, czyli jeżeli tabliczka z nazwą ulicy jest widoczna, to bardzo dobrze, albo jakiś charakterystyczny budynek w okolicy. Ważne też, żeby zdjęcie pokazywało tablicę rejestracyjną i naklejkę na przedniej szybie. Zdjęcie należy dołączyć do wzoru zgłoszenia, który można znaleźć na stronie bit.ly/stopbanerom, oraz zaadresować do komendy policji z danego rejonu. Jeśli sprawa trafi do sądu, można skontaktować się z zespołem prawnym federacji, który udzieli bezpłatnej pomocy prawnej. Na stronie są też wzory zawiadomień na banery i hałaśliwe pikiety - tłumaczy Religa. 



Jeśli natomiast pojazd stoi na chodniku, albo w innym nieodpowiednim miejscu, możemy liczyć na szybszą reakcję władz. Wystarczy, że zadzwonimy na straż miejską, która musi przyjechać na miejsce i może wtedy wręczyć mandat, albo odholować pojazd. 

Jak podkreśla Liliana Religa, każda nasza jednorazowa reakcja jest bardzo istotna w walce z furgonetkami.

- Każda interwencja oznacza mandat dla właścicieli tych pojazdów, więc takie małe działania mają wpływ, bo same służby są zmęczone tym, że wciąż muszą interweniować. Tak więc dla takiej systemowej zmiany ma to ogromne znaczenie. 



- Alternatywnie, można podjąć doraźne działania, wzorem warszawskiej młodzieży, czyli zakryć grafiki na furgonetce materiałem czy papierem, by uchronić przechodniów, w szczególności dzieci, przed makabrycznym widokiem – dodaje Religa.


az

Podziel się:

netgraf.pl