Włącz radio

Słuchaj nas na 103 FM

Zadzwoń do studia: 222 562 562

Napisz do nas

Włącz radio

Kolorszop

"Widzę twarz Niemca, który decydował o moim losie"

Dodano: 2019-08-01 17:05:06
fot. Radio Kolor
fot. Radio Kolor

O pierwszych oznakach powstania, walkach o Służewiec i stroju, który ciotka uszyła mu na powstanie. Z Eugeniuszem Tyrajskim ps. "Sęk" rozmawiał Łukasz Jakubowski.

"Sęk" należał do pułku "Baszta" batalionu "Karpaty", który miał za zadanie opanowanie terenu Toru Wyścigów Konnych na Służewcu. Jak wspomina w rozmowie z Łukaszem Jakubowskim, pierwsze oznaki rozpoczynającego się zrywu zauważył jeszcze przed godziną 17.

- Przed 17 już widać było dymy nad Warszawą, już słuchać było strzelaninę. Nie było telefonów, więc nie było możliwości, żeby dowiedzieć się, co i gdzie się działo. My wychodziliśmy prosto na godzinę 17 - wspomina powstaniec.

"Moment zaskoczenia był kapitalny"

O tej porze powstańcy z batalionu "Karpaty" zaczęli zajmować teren służewieckiego toru wyścigów konnych. Początkowo mogli mówić o sukcesie. Później było już tylko gorzej.

- Moment zaskoczenia był kapitalny. Niemcy w pierwszej chwili uciekali. Zajęliśmy teren stajni i znaczną część tych budynków, ale po paru godzinach Niemcy się zorganizowali, zaczęli nas spychać z tego terenu. Tu zaczęła się ogromna tragedia, bo przy tym wycofywaniu wiele osób zginęło - mówi Eugeniusz Tyrajski. 

Jak dodaje, w ciągu pierwszych paru godzin zginęło sześciu chłopaków z jego drużyny, czyli 40 procent. Podobne straty były we wszystkich jednostkach atakujących ten teren. Teraz najważniejszym zadaniem było ocalenie blisko setki rannych powstańców. - Gdyby zostali na wewnętrznej stronie wyścigów, to Niemcy by ich pozabijali - dodaje.

"Jego pistolet przy moim brzuchu"

Powstanie na Sadybie upadło 2 września - tego samego dnia, co na Starówce. W momencie, gdy okupanci przyszli po powstańców, "Sęk" miał na sobie ubranie, które uszyła mu ciotka. Ubranie zdradzało, że to powstaniec, dlatego inni dali mu robocze spodnie, do których włożyli kombinerki. Miało wyglądać tak, jakby nie miał nic wspólnego z powstaniem. Udało się. Eugeniusz Tyrajski przeżył. Nie wszyscy mieli tyle szczęścia.

- Widzę dosłownie tego Niemca, który decydował o moim losie. Mały, zarośnięty, rozbiegany wzrok. Nie on, tylko jego pistolet przytknięty przy moim brzuchu. Z tyłu drugi mnie rewiduje. W pewnym momencie nie on, tylko jego pistolet spycha mnie na lewą stronę. Tych, co poszli na prawą stronę, rozstrzelano - mówi powstaniec. 

Dziś Eugeniusz Tyrajski jest wiceprezesem Zarządu Głównego Związku Powstańców Warszawskich. Jak przyznaje, jest przekonany, że dziś młodzi ludzie zrobiliby to samo, co oni wtedy. 

Całej rozmowy możecie posłuchać tutaj. 

łj

Podziel się:

netgraf.pl