Radni mieli w czwartek zdecydować o losie czterech śródmiejskich przedszkoli. Jednakże, po interwencji radnych Partii Razem i stowarzyszenia „Miasto Jest Nasze” punkt ten spadł z czwartkowych obrad sesji Rady Miasta. Sprawę likwidacji przedszkoli ostro krytykuje poseł na Sejm RP Adrian Zandberg.
W czwartek na biurka radnych miały trafić uchwały o zamknięciu kolejnych placówek edukacyjnych dla najmłodszych. Urzędnicy przekonują, że dzieci jest coraz mniej i utrzymywanie pustych sal nie ma sensu. Rodzice, dyrektorzy i aktywiści sprzeciwiają się planom miasta. W obronie placówek stanął poseł Lewicy Adrian Zandberg, a także radni Partii Razem i stowarzyszenia „Miasto Jest Nasze”.
Absurd przy Nowym Świecie
Najwięcej emocji budzi plan likwidacji Przedszkola nr 36 „Odkrywcy Nowego Świata”. To duża, trzyoddziałowa placówka, do której uczęszcza prawie 60 dzieci. Nie świeci pustkami, a mimo to ma zniknąć. Dlaczego? Okazuje się, że powodem jest apetyt na atrakcyjny lokal w centrum. Budynek chce przejąć szpital dziecięcy przy ul. Kopernika, który ma przeznaczyć go na budowę przyszpitalnej poradni rehabilitacyjnej.
– Zostaliśmy postawieni przed faktem dokonanym. Szpital dziecięcy „Kopernika” upodobał sobie nasz lokal, aby stworzyć tam prawdopodobnie jakąś poradnię rehabilitacyjną dla dzieci – mówiła Radiu Kolor Małgorzata Jakubiak, dyrektorka przedszkola nr 36.
Decyzja miasta, komunikowana w ostatniej chwili, wywołała oburzenie rodziców i kadry, którzy czują się pominięci w dialogu.
Zandberg i aktywiści grzmią: wykorzystajmy niż demograficzy
W sprawę włączyli się radni Partii Razem, w tym poseł na Sejm RP Adrian Zandberg. Ten ostro skrytykował chaotyczną politykę informacyjną Ratusza. Jego zdaniem, takie działanie niszczy zaufanie mieszkańców do władz Warszawy, a zapewnienia urzędników tracą na wiarygodności, gdy prawdziwe powody likwidacji wychodzą na jaw dopiero po protestach.
– Władze splamiły na całej linii. Widzę z jakimi sprawami zgłaszają się do mnie rodzice, nauczyciele. Panuje poczucie niedoinformowania i tego też, że kryteria podejmowania takich decyzji są skrajnie niejasne – przekonuje Zandberg.
Z kolei stowarzyszenie Miasto Jest Nasze (MJN) od miesięcy apeluje do wiceprezydent Renaty Kaznowskiej o zmianę strategii. Aktywiści przekonują, że należy odwrócić sytuację i ją wykorzystać do zmniejszenia liczebności grup. Już w październiku ubiegłego roku wystosowali w tej sprawie list otwarty do wiceprezydent Renaty Kaznowskiej.
– Odpisała w takim tonie, że […] jej zdaniem, duże grupy są wartością, dlatego że dzieci się uczą współpracy. Było to trochę absurdalne moim zdaniem – przekonuje Jacek Grzeszak, radny dzielnicy Mokotów z ramienia MJN.
Punkt usunięty z obrad sesji
Problem nie dotyczy tylko Śródmieścia czy Mokotowa. Widmo likwidacji krąży nad placówkami w kolejnych dzielnicach. Głosowanie tej w sprawie miało odbyć się podczas jutrzejszej sesji Rady Warszawy. Po interwencji stowarzyszenia Miasto Jest Nasze i radnych Partii Razem, punkt ten został usunięty z obrad sesji.






