120-letnia topola zostanie wycięta pod budowę bloku? Mieszkańcy Saskiej Kępy protestują przeciwko planom dewelopera

fot. Maja Nowakowska/Radio Kolor

Mieszkańcy Saskiej Kępy zebrali się przy zbiegu ulic Brukselskiej i Lotaryńskiej w proteście przeciwko wycince 120-letniej topoli białej, która znalazła się w centrum planowanej inwestycji dewelopera. Choć inwestor składa obietnicę ochrony drzewa, mieszkańcy pozostają nieufni, a budowa bloku stanęła w miejscu.

Spór toczy się o wyjątkowo atrakcyjną działkę, na której znajduje się budynek dawnej rezydencji ambasadora Kanady. Deweloper planuje całkowicie rozebrać obiekt, by w jego miejscu postawić nowoczesny apartamentowiec. Na drodze stanął jednak pomnik przyrody, czyli 120-letnia topola. W jego obronie stanęli okoliczni mieszkańcy i aktywiści z „Miasto Jest Nasze”.

Inwestor musi zmienić swoje plany po zaleceniach Biura Ochrony Środowiska. Niemniej najlepiej dla drzewa by było, aby tej inwestycji w ogóle nie było i do tego myślę że mieszkańcy i nasze stowarzyszenie będzie dążyło – mówi naszej reporterce Robert Migas ze stowarzyszenia Miasto Jest Nasze.

Mieszkańcy wrzą, deweloper deklaruje ochronę

Nasza reporterka, Maja Nowakowska, pojawiła się wczoraj z mikrofonem na proteście, by sprawdzić nastroje mieszkańców. Zgromadzeni nie kryli swojego oburzenia i głębokiego sceptycyzmu wobec zapewnień inwestora.

– Jeżeli chodzi o deweloperów, jedne rzeczy mówią, a inne rzeczy robią, więc uważam, że jako mieszkańcy powinniśmy stać na straży i chronić to drzewo

– Na Berneńskiej dopiero rozbierali dwa domy, przyjechali w piątek jak już nikogo nie było, śladu po nich nie ma, nikt nic nie widzi. Można? Można, w tym kraju wszystko można

W ten sposób działają właśnie, tym bardziej, że to drzewo stoi tu od zarania dziejów – słyszymy wśród mieszkańców.

Zgodnie z deklaracjami dewelopera, 120-letnia topola jest całkowicie bezpieczna. Inwestor obiecuje wdrożenie najwyższych standardów ochrony, w tym prowadzenie wyłącznie ręcznych prac ziemnych w obrębie systemu korzeniowego drzewa.

Mieszkańcy będący świadomi bolesnych doświadczeń z sąsiednich ulic Saskiej Kępy, nie zamierzają poprzestać na słuchaniu obietnic. Zapowiadają, że będą skrupulatnie patrzeć budowlańcom na ręce.

fot. Maja Nowakowska/Radio Kolor

Plany hamują też urzędnicy

Sceptycyzm mieszkańców to obecnie najmniejszy problem dewelopera. Plany budowy apartamentowca zostały zahamowane przez samych urzędników. Według Biura Ochrony Środowiska należy pozostawić fundamenty willi Ambasadora Kanady w nienaruszonym stanie, co na deweloperze wymusza gruntowną zmianę projektu.

Dopóki projekt stwarza realne zagrożenie dla 120-letniej topoli, nowe mieszkania przy Lotaryńskiej pozostaną wyłącznie na papierze. Prawo również stoi po stronie pomnika przyrody.

Jest stosowna uchwała rady miasta stołecznego dot. pomników przyrody na Saskiej Kępie i ona mówi o obowiązku ochrony drzewa, ale uwaga rozumianego nie tylko jako pień, konar, korona, ale również system korzeniowy – mówi adwokat Łukasz Rzepczyński.

Walka o tożsamość dzielnicy

Dla lokalnej społeczności spór o działkę przy ul. Lotaryńskiej to objaw szerszego problemu, jakim jest postępujące niszczenie unikalnej architektury Saskiej Kępy.

Robert Migas ze stowarzyszenia Miasto Jest Nasze przekonuje, że najrozsądniejszym i najbardziej ekologicznym wyjściem z sytuacji byłoby zrezygnowanie z całkowitej rozbiórki i adaptacja obecnego budynku dawnej ambasady. Pozwoliłoby to uniknąć ciężkich prac ziemnych, które stanowią największe zagrożenie dla wiekowego drzewa.

Jest willą z lat 70. i nie jest objęta żadną ochroną zabytkową, natomiast jest ładną willą i zupełnie nie ma to sensu, aby ją przerabiać na apartamentowce, tym bardziej że robi to rządowa spółka Polski Holding Nieruchomości – podsumowuje Migas.

Losy inwestycji, jak i 120-letniej topoli, pozostają póki co nierozstrzygnięte.

Udostępnij ten artykuł!

Najnowsze podcasty