Słynne osiedle domków Jazdów stoi przed zagrożeniem finansowej zapaści. Urząd Dzielnicy Śródmieście narzucił nowe, wyższe stawki czynszu za użytkowanie domków fińskich – nawet o 236 proc. Urzędnicy mówią z kolei o wzroście „tylko” 140 proc. Co by nie było, to dla organizacji, które od lat ożywiają to miejsce, może to oznaczać konieczność wyprowadzki.
Roczny czynsz za użytkowanie domków fińskich ma wzrosnąć z ok. 160 tys. do ponad 380 tys. złotych. Choć kwoty są znane, wokół samej podwyżki wybuchł spór o procenty. Słuchając argumentów obu stron, można odnieść wrażenie, że mówią o dwóch różnych podwyżkach.
Z perspektywy przedstawicieli Inicjatywy Otwarty Jazdów słyszymy, że czynsz rośnie o 236 proc.. W rzeczywistości oznacza to, że nowa kwota stanowi ponad 230 proc. starej stawki.
– Obecnie na osiedlu Jazdów organizacje płacą ok. 160 tys. złotych rocznie, a miasto życzy sobie obecnie płatności w wysokości ponad 380 tys. zł, co spowoduje zamknięcie działalności wielu organizacji społecznych urzędujących na miejscu – mówi Mateusz Potempski, przedstawiciel Inicjatywy Otwarty Jazdów.
Z kolei Anna Łobko, rzeczniczka prasowa dzielnicy Śródmieście, prostuje tę narrację, tłumacząc, że mówimy o 140 proc. „czystego wzrostu” względem dotychczasowej ceny (różnica między 160 tys. a 380 tys. zł to 220 tys. zł, co stanowi ok. 137-140 proc. bazy).
– Nie jest to 236 proc. i mówiąc o podwyżce należy uwzględniać realne kwoty, czyli np. jak mamy do czynienia z domkiem o metrażu 64 m2, to miesięczny koszt, według nowej stawki, wyniesie ok. 1408 zł netto – argumentuje Łobko.
W efekcie powstają dwa różne przekazy opisujące dokładnie tę samą zmianę finansową. Niezależnie od matematyki, kwota do zapłaty jest dla aktywistów zaporowa.
„To wyrok dla Jazdowa”. Organizacje pozarządowe nie mają takich pieniędzy
Dla organizacji pozarządowych (NGO) działających na osiedlu tak radykalny skok kosztów może okazać się zabójczy.
Jak tłumaczą Mateusz Potempski i Gabriela Stępniak, specyfika działalności stowarzyszeń i fundacji nie pozwala na nagłe wygenerowanie takich funduszy. Utrzymują się one głównie z dobrowolnych datków od mieszkańców, a o wygraną w miejskich konkursach dotacyjnych wcale nie jest łatwo.
– Nasze działania są w większości bezpłatne, ogólnodostępne. Jest to też często wymagane od organizacji pozarządowe, żeby one takie były, a to są koszty nie do udźwignięcia – tłumaczy Stępniak.
Rozmowy z miastem trwają od dłuższego czasu, ale nie przynoszą przełomu. Wobec braku porozumienia na szczeblu dzielnicy, Wolny Jazdów nie ukrywa, że szuka pomocy i interwencji „szczebel wyżej”.
– Zwróciliśmy się też do parlamentarzystek i parlamentarzystów o wsparcie, bo na poziomie samorządowym nie ma woli, aby prowadzić z nami dialog – dodaje Potempski.
Dlaczego Śródmieście podnosi stawki?
Dzielnica ma swoje twarde argumenty. Urząd Dzielnicy tłumaczy, że podwyżka jest niezbędna i sprawiedliwa. Głównym powodem jest ujednolicenie stawek – te, które do tej pory obowiązywały na Jazdowie, mocno odbiegały od kwot (były znacznie niższe), jakie za wynajem miejskich lokali muszą płacić inne organizacje pozarządowe w Warszawie.
Miasto, póki co, twardo obstaje przy swoim zdaniu. Czy istnieje jakiś złoty środek w tej sytuacji?
– Złotym środkiem dla nas jest ujednolicenie stawek dla wszystkich organizacji pozarządowych działających w Śródmieściu do tych 22 zł/m2 + VAT – podkreśla Łobko.
Osiedle Jazdów to miejsce absolutnie unikatowe w skali Europy. To pierwsze osiedle mieszkaniowe zbudowane w zrujnowanej, powojennej Warszawie. Tworzy je kilkadziesiąt drewnianych domków, które trafiły do Polski w ramach reparacji wojennych, jakie Finlandia musiała zapłacić na rzecz Związku Radzieckiego.
Początkowo mieszkali w nich pracownicy Biura Odbudowy Stolicy, a dziś to zielona oaza kultury, edukacji i integracji społecznej, o której przetrwanie toczy się właśnie walka.




