Ponad 1000 złotych kary nałożyli dzielnicowi urzędnicy na mieszkankę Mokotowa za zasadzenie kilku kwiatów. Dziś sytuacja zmieniła się na korzyść kobiety.
Trzy lata temu pani Sylwia z Górnego Mokotowa, kierując się ekologicznymi intencjami, wyjęła kilka kostek brukowych w linii schodów prowadzących do wejścia do kamienicy i za własne pieniądze, jednak bez konsultacji ze wspólnotą mieszkaniową, posadziła fasadowy kwietnik, a właściwie kilka kwiatów, co według urzędników, nawet po wizji lokalnej, okazało się być niezgodne z przepisami.
Dzielnica w ogóle zainteresowała się tą sprawą, ponieważ inna mieszkanka zgłosiła fakt „prowadzenia prac obetonowywania chodnika i prowadzenia tam nasadzeń”.
Partyzancka ogrodniczka za swój kolorowy wybryk (oficjalnie za „zajęcie pasa ruchu”) miała zapłacić ponad 1000 złotych kary.
Ponadto pani Sylwia została zobowiązania do dostarczenia do urzędu brakujących dokumentów, między innymi projektu stałej organizacji ruchu zatwierdzonego w biurze zarządzania ruchem drogowym urzędu m.st. Warszawy, do czego należy zatrudnić inżyniera, co wyniosłoby jeszcze więcej od finansowej kary.
Obejdzie się bez kary
W ostatnim czasie sprawa naprała rozpędu za pomocą pozyztywnej opinii wydziału ochrony środowiska oraz Internetu.
Mimo że pani Sylwia nie posiada tytułu prawnego do gospodarowania tym terenem, dzielnica odstąpiła od nałożenia kary, mówił rzecznik dzielnicy Mokotów Tomasz Keller.
Konserwator zabytków wydał negatywną opinię, twierdząc, że rozpłytowanie chodnika w starej części Mokotowa jest „ahistoryczne”. Trudno zatem przewidzieć, czy zasadzone kwiaty zostaną w niezmienionej formie. Tomasz Keller zapewnia, że, cokolwiek się wydarzy, będzie efektem rozmów i zgodne z prawem.




