Przejście podziemne na Pradze u zbiegu ulic Targowej i Ząbkowskiej mieszkańcy okolicy omijają szerokim łukiem. To miejsce stało się domem dla nielegalnego hazardu i handlu narkotykami. Używki można tam kupić nawet za pomocą Blika. Urzędnicy mówią o skomplikowanym problemie administracyjnym, co może dziwić, ponieważ jest to praktycznie w sercu rewitalizowanej Pragi i 15 minut drogi od najbliższego komisariatu.
Kiedyś pawilony handlowe znajdujące się w omawianym przejściu tętniły życiem. Można było pójść tam do fryzjera czy kupić jakieś drobiazgi do domu. Dziś podziemia przy skrzyżowaniu Targowej z Ząbkowską stały się siedzibą patologii, z którą miasto od miesięcy nie potrafi sobie poradzić.
Jak ujawniła niedawno Gazeta Wyborcza, przejście zostało całkowicie opanowane przez półświatek. W dawnych lokalach kwitnie nielegalny hazard na automatach oraz handel narkotykami, które w tym miejscu można kupić blikiem.
Nasza reporterka obecna na miejscu potwierdziła te doniesienia. W podziemiach unosi się wszechobecny smród, a uwagę zwracają liczne kamery monitoringu, które najprawdopodobniej służą przestępcom do obserwowania okolicy.
Dziś podziemia świecą pustkami, a jedynym powodem, dla którego przypadkowe osoby w ogóle tam schodzą, jest wciąż działający, osamotniony bankomat. Większość przechodniów wybiera bezpieczną alternatywę i korzysta z przejścia naziemnego.



fot. Maja Nowakowska/Radio Kolor
Lokale są tanie i okupowane
Za zarządzanie tym terenem odpowiada Zarząd Dróg Miejskich. Z informacji, do których dotarliśmy, wynika, że wynajem lokalu w tym miejscu to koszt zaledwie 3 tys. złotych.
Jakub Dybalski, rzecznik prasowy ZDM, tłumaczy, że miasto jest w trakcie procedur administracyjnych. Niestety, w polskim prawie papierkowa robota to tylko połowa sukcesu. Problem polega na tym, że lokale – choć teoretycznie nie mają już ważnych umów najmu – wciąż są fizycznie zajmowane przez dzikich lokatorów prowadzących tam nielegalne biznesy.
– Z końcem grudnia zeszłego roku odmówiliśmy przedłużenia zezwolenia na wynajem tych pomieszczeń. Już jesienią docierały do nas sygnały, że nie są one używane w sposób na który się zgodziliśmy. Trwa procedura administracyjna mająca doprowadzić do opróżnienia tych lokali – tłumaczy Dybalski.
Dybalski wspomniał również o tym, że ZDM skierował jakiś czas temu do radnych wnioski o środki na przygotowanie projektu likwidacji tego przejścia.
Niemałym paradoksem tej sprawy jest fakt, że przejście nie jest odosobnione, a znajduje się w w samym centrum dzielnicy, która przechodzi kosztowny proces rewitalizacji. Lokalizacja bezpośrednio sąsiaduje z ruchliwym węzłem przy Dworcu Wileńskim. W potrzebie interwencji dojazd patrolu z Komendy Rejonowej Policji przy ul. Jagiellońskiej zajmuje zaledwie kwadrans, a mimo to problem pozostaje nierozwiązany.
Aktywiści swoje, a miasto swoje
Jan Mencwel, radny z ramienia Lewicy (Miasto Jest Nasze) mówi, że od lat zabiega do władz Warszawy o likwidację „tego reliktu lat 90. i siedliska patologii”.
– Dzisiaj mieszkańcy zwyczajnie boją się skrzyżowania Targowej i Ząbkowskiej. Boją się przestępczości, która się tam rozwija, boją się tego co się dzieje, kiedy osoby pod wpływem narkotyków wychodzą z takiego przejścia podziemnego. Wielokrotnie słyszałem o różnych scenach, które miały tam miejsce. Najwyższa pora, aby władze Warszawy zasypały to przejście, pozbyły się tego reliktu lat 90., siedliska patologii – podkreśla Mencwel.
Radny proponuje rozwiązania problematycznego przejścia. Jednym z nich jest całkowite zasypanie tunelu podziemnego i zlikwidowanie lokali lub pozostawienie tylko i wyłącznie bezpieczniejszego przejścia naziemnego. Miasto jest dość sceptyczne wobec całkowitej jego likwidacji i skupia się na procedurach administracyjnych.
Choć propozycja radnego Mencwela zyskuje coraz większe poparcie wśród miejskich aktywistów i samych mieszkańców Pragi, dotychczas napotykała na opór rządzącej Koalicji Obywatelskiej. Pomysł nie doczekał się realizacji, a podziemia wciąż straszą.



