Marzec i początek wiosny obnażył to, co przez ostatnie miesiące skrywała gruba warstwa śniegu – psie odchody na chodnikach i trawnikach. Temat, choć mało elegancki, jest na tyle palący, że trafił na biurko prezydenta Rafała Trzaskowskiego. Radna stowarzyszenia Miasto Jest Nasze domaga się zdecydowanej reakcji służb i surowych kar dla właścicieli czworonogów.
Tegoroczna zima była bardzo intensywna i niespotykana w Warszawie od lat. Gruba warstwa śniegu, która utrzymywała się tygodniami, po wiosennych roztopach ujawniła mnóstwo psich odchodów, których właściciele z racji właśnie białego puchu nie raczyli sprzątać.
Problem postanowiła nagłośnić radna z klubu Lewica – Miasto Jest Nasze, Marta Szczepańska. Złożyła ona oficjalną interpelację, w której zwraca uwagę na fatalny stan stołecznych zieleńców i chodników.
– Myślę, że ta zima zszokowała wszystkich nie tylko mrozem, ale też tym jak kiepsko sprzątamy po psach i co nas zaskoczyło po roztopach, tych odchodów na trawnikach i chodnikach było tyle, że nawet jak ja opiekuję się psami od ponad 20 lat, to nawet mnie to zszokowało – tłumaczy radna MJN.
Więcej interwencji służb i kar dla mieszkańców
Radna nie kończy jednak na samych apelach do mieszkańców. W dokumencie skierowanym do prezydenta miasta wprost domaga się wzmożonych interwencji odpowiednich służb (przede wszystkim Straży Miejskiej) oraz stanowczego egzekwowania kar i nakładania mandatów na osoby, które ignorują ten obowiązek.
Warto również zaznaczyć, że psie kupy to nie jedyny problem, jaki odsłoniły cieplejsze dni. Spod śniegu wyłoniły się sterty plastikowych butelek, niedopałków i innych śmieci, które wyrzucano na ziemię przez całą zimę.
– Pety po papierosach, butelki, ale zwłaszcza te pety mnie szokują również, no bo wrzucamy ten element i zakładamy że on się rozpuści w glebie, zniknie, albo wciągnie go jakaś tajemna materia? Faktem jest, aby po zimie zadbać o to, aby zmieść wszystkie te śmieci – zauważa Marta Szczepańska.
Dlaczego sprzątanie to nie tylko kwestia estetyki?
Zalegające na trawnikach „miny” to nie tylko widok, który psuje urok wiosny, smród, czy ryzyko zniszczenia butów. To też zagrożenie dla zdrowia ludzi i innych zwierząt. Wraz z zalegającymi odchodami w przestrzeni miejskiej tworzą się idealne warunki do rozwoju bakterii i pasożytów, które następnie możemy wnieść do naszych domów po spacerze.
– To są pasożyty, które potencjalnie możemy wnieść do domu, zwłaszcza jeśli wniesiemy coś na butach, dotkniemy tych butów i nie umyjemy rąk. To jest dodatkowe zagrożenie dla dorosłych i dla dzieci, które mają niższą od nas odporność. To problem też dla psów, później nie ma na trawnikach gdzie stanąć, żeby nie wdepnąć i nie można pójść psem pozwolić mu się załatwić – tłumaczy radna Szczepańska.





