Dziś radni zdecydują o „być albo nie być” dla siedmiu stołecznych przedszkoli. Ratusz chce je zlikwidować, tłumacząc się pustkami w salach. Przeciwko cięciom zjednoczyła się jednak „koalicja” rodziców, nauczycieli oraz radnych PiS i Lewicy. Do gry weszła też wicemarszałek Senatu, Magdalena Biejat.
Wczorajsze, trwające aż 5 godzin posiedzenie komisji edukacji, zamiast uspokoić nastroje, tylko dolało oliwy do ognia. Rodzice i nauczyciele wyszli z niego z poczuciem, że decyzja już zapadła. Dziś ostateczny głos należy do całej Rady Miasta.
PiS i Lewica jednym głosem ws. likwidacji przedszkoli
Zarówno radni Prawa i Sprawiedliwości, jak i Lewicy (Miasto Jest Nasze) są zdania, że zamykanie placówek to pójście na łatwiznę. Opozycja proponuje alternatywę: wykorzystajmy niż demograficzny, by poprawić jakość opieki.
– Na ostatniej sesji klub PiS proponował, aby nie wygaszać przedszkoli i stworzyć mniejsze grupy. Niestety, projekt naszego stanowiska trafił do kosza – mówi radny PiS, Damian Kowalczyk.
Zamiast upychać dzieci w molochach, radni sugerują, by grupy były mniej liczne, co wyszłoby na dobre maluchom i kadrze. Ratusz jednak pozostaje niewzruszony, wskazując na fakt, że dzieci jest coraz mniej, a utrzymanie budynków kosztuje.
Biejat uderza w Ratusz: „Nierozsądna odpowiedź na kryzys”
Głos w tej sprawie zabrała także wicemarszałek Senatu, Magdalena Biejat. Posłanka nie zostawia na władzach stolicy suchej nitki.
– Warszawa odpowiada w najmniej rozsądny i skoordynowany sposób na kryzys demograficzny. To wprowadza zamęt wśród rodziców, nauczycieli i dzieciaków – ocenia Biejat.
Dzisiejsze głosowanie dotyczy likwidacji łącznie siedmiu placówek. Protestujący zapowiadają obecność na sesji. Czy presja społeczna i rzadka zgodność opozycji z prawej i lewej strony sceny politycznej wystarczą, by zatrzymać plany Ratusza? Przekonamy się w ciągu kilku godzin.
Transmisję z sesji Rady m.st. Warszawy można śledzić na kanale na Youtube.






