Protest ws. odstrzału dzików w Warszawie. Aktywiści chcą zmian, a ratusz ma związane ręce

fot. Maja Nowakowska/Radio Kolor

„Dziki doskonale znają harmonogram wywozu śmieci” – postulowali uczestnicy środowego protestu pod stołecznym ratuszem. Aktywiści sprzeciwiają się masowemu uśmiercaniu dzików w mieście, które w ostatnim czasie stały się niemal codziennym widokiem. Ratusz ma jednak związane ręce, a to m.in. przez surowe przepisy krajowe i unijne.

Czarę goryczy przelała niedawna sytuacja, w której na Mokotowie zabito siedem dzików (w tym sześciu młodych) oraz 16 osobników (w tym 12 warchlaków) przy placu zabaw na Bemowie. Oburzenie wywołały również zdjęcia martwego dzika wrzucanego prosto do kontenera na śmieci. Ratusz tłumaczył później, że był to „najwygodniejszy” sposób transportu.

Byliśmy na proteście pod Ratuszem i zapytaliśmy aktywistów, co należałoby zrobić z tymi osobnikami, które nie boją się już ludzi.

Humanitarnie to załatwiać po prostu. Nie uśmiercać od razu, tylko w sposób odstraszania zupełnie inny można to załatwić normalnie, jak to się mówi po ludzku. Należy usprawnić kwestie zarządzania śmieciami, nie dokarmiać zwierząt. Edukacja jest tu bardzo ważna mówią aktywiści.

Ludzie sami zapraszają dziki do miasta

Uczestnicy manifestacji argumentowali, że winę za obecną sytuację ponosi człowiek. Przez lata dokarmiania i wyrzucania resztek jedzenia, zwierzęta całkowicie zatraciły naturalny lęk. Problemem stało się także masowe osadnictwo i budowanie bloków na terenach, gdzie naturalnie dziki występowały od lat.

Nie ukrywam, że nie podoba mi się eksterminacja jakichkolwiek zwierząt w XXI wieku. Chcę, żeby moje dzieci wiedziały kiedyś, co to jest zwierzę, żeby po prostu mogły je zobaczyć. Niekoniecznie w środku miasta na ulicy, ale one po prostu robią to dlatego że zabiera się im te tereny, buduje się bloki, osusza się tereny zalewowe przy trasie siekierkowskiej, gdzie bloków w ogóle nie powinno być. Niestety one wychodzą, a ludzie są śmieciarzami, brudzą i dokarmiają je, co też jest błędem – słyszymy wśród aktywistów.

Wśród głównych postulatów protestujących znalazły się m.in.: natychmiastowe wstrzymanie decyzji o odstrzale i odłowie połączonym z uśmiercaniem dzików na terenie Warszawy, powołanie specjalnego, niezależnego zespołu ekspertów ds. dzikich zwierząt, czy wdrożenie mądrej polityki edukacyjnej dla mieszkańców (zakaz dokarmiania, zabezpieczanie śmietników).

Tutaj chodzi o hasło, które by zwracało uwagę na to, że nie ma wypracowanej polityki, ani praktyki zabezpieczania śmieci, żeby zwierzęta ich nie rozgrzebały, za co w konsekwencji są zabijane. Ja mieszkam w Aninie w Wawrze i te dziki widzę czasami wieczorami dosłownie obok swojej posesji, przechodzę obok nich. To nie są groźne zwierzęta tak jak się im przypisuje – mówi jedna z uczestniczek protestu.

fot. Maja Nowakowska/Radio Kolor

Dlaczego po prostu ich nie wywieziemy?

Postulat aktywistów, by zadomowione w mieście zwierzęta uśpić i bezpiecznie wywieźć z powrotem do lasu, ma sens, lecz w praktyce jest to obecnie niemożliwe.

Na przeszkodzie stoją regulacje unijne i krajowe związane z wirusem ASF. Prawo surowo zabrania wywożenia odłowionych dzików w inne miejsca, aby nie rozprzestrzeniać śmiercionośnego dla trzody chlewnej wirusa. Na tym właśnie polegają „związane ręce” ratusza.

Podczas protestu głos zabrał m.in. Piotr Januszewski z gdyńskiego zespołu ds. dzikich zwierząt, który przekonywał, że dziki same z siebie nie są agresywne wobec ludzi.

Dziki nie atakują ludzi, natomiast atakują psy. To jest taki najczęstszy problem – mówi Januszewski.

Z drugiej strony, statystyki i doniesienia medialne pokazują coraz więcej niebezpiecznych sytuacji, szczególnie gdy ludzie spacerują z psami. Przykładem z ostatnich tygodni jest incydent z Wołomina, gdzie seniorka po spotkaniu z dzikiem z poważnymi obrażeniami trafiła do szpitala.

Populacja dzików spada, ale liczba incydentów rośnie

Populacja dzików w całej Polsce (poza miastami) drastycznie spadła w ciągu ostatniej dekady, głównie ze względu na zmasowany odstrzał sanitarny związany z ASF.

Szacunkowa populacja dzików w Polsce (dane GUS, bez miast):

  • 2015 r.: 264,8 tys.
  • 2020 r.: 75,2 tys.
  • 2024 r.: 55,8 tys.
  • 2025 r.: 59,8 tys.

W miastach kiedyś występowały one głównie na obrzeżach i nie stanowiły większego problemu dla mieszkańców. Dziś niestety coraz swobodniej spacerują po gęsto zaludnionych osiedlach. Według danych z warszawskiego Ratusza, jeszcze 6 lat temu liczba zgłoszeń dot. dzików w mieście wynosiła „zaledwie” 423 – w 2025 roku było to już ponad 8,8 tys.

Zgodnie z najnowszym Rocznikiem Statystycznym Leśnictwa, w roku łowieckim 2024/2025 w Polsce odstrzelono 174 tys. dzików (kolejne 83 tys. zginęło w ramach odstrzału sanitarnego, z rąk kłusowników czy w wypadkach drogowych). Paradoksalnie, podczas gdy w lasach dzików ubywa, te „miejskie” mają się świetnie, znajdując w aglomeracjach bezpieczne schronienie i stołówkę.

Udostępnij ten artykuł!

Najnowsze podcasty