Z okazji Europejskiego Dnia Kontroli Prędkości, do najbliższej niedzieli na drogach trwa policyjna akcja pod kryptonimem „Operation Speed”. Funkcjonariusze będą wyłapywać piratów drogowych, wlepiać mandaty za przekroczenie prędkości i edukować tych, którzy stwarzają zagrożenie dla życia na ulicach.
Międzynarodowa akcja „Operation Speed” jest koordynowana przez ROADPOL – europejską sieć policji ruchu drogowego. W całej Europie (w tym aktywnie w Polsce) funkcjonariusze wykorzystują wideorejestratory i ręczne mierniki, by wyłapywać na drogach osoby łamiące limity prędkości.
Nie chodzi tu o łatanie budżetu dzięki pieniądzom z mandatów, lecz ratowanie ludzkiego życia. Według danych Komisji Europejskiej, na drogach UE ginie ponad 19 tys. osób rocznie.
– Celem tych działań jest nie tylko ujawnianie wykroczeń, ale przede wszystkim trwałe zdyscyplinowanie kierowców i skłonienie ich do zdjęcia nogi z gazu. To bardzo ważne, ponieważ wciąż nadmierna prędkość pozostaje jedną z głównych przyczyn wypadków drogowych. Często kierowcy zwalniają widząc patrol oznakowany, jednak chwilę później znów przyspieszają – tłumaczy asp. Kamil Sobótka z Komendy Stołecznej Policji.
Gdzie w stolicy kierowcy najczęściej wciskają gaz do dechy? Asp. Sobótka wylicza, że są to główne arterie dojazdowe do stolicy, a także wyjazdowe z Warszawy, w tym m.in. drogi takie jak S17, czy autostrada A2:
– Możemy tutaj mówić o głównych ciągach komunikacyjnych, czyli o tych głównych trasach przebiegających do Warszawy i przez Warszawę. Mówimy tu o trasach S8, S17 czy autostradzie A2, główne drogi w centrum Warszawy, drogi trzypasmowe – tam najczęściej dochodzi do przekraczania dozwolonej prędkości – słyszymy.
Dzięki zmianom w prawie łatwiej stracić prawo jazdy
Zwolnić na drogach warto nie tylko dla własnego bezpieczeństwa, ale też ze względu na surowe konsekwencje finansowe i prawne. W skrajnych przypadkach (np. recydywy) mandat za przekroczenie prędkości może wynieść nawet 5 tys. złotych. Wszystko zależne jest również od tego, o ile tę prędkość przekroczymy.
– Tam, gdzie mamy ograniczenie do 50 km/h, możemy spotkać się z mandatem w wysokości 800 zł. Im wyższa prędkość, tym jest jeszcze większy. Oczywiście też mówimy tutaj o punktach karnych, które są przypisywane kierowcy za dane wykroczenia. Kilka takich wykroczeń w ciągu roku i możemy niestety utracić uprawnienia do kierowania – mówi Sobótka.
Istotna zmiana w przepisach weszła w życie 3 marca tego roku. Do tej pory za przekroczenie prędkości o ponad 50 km/h prawo jazdy traciliśmy automatycznie na 3 miesiące tylko w terenie zabudowanym. Teraz tyczy się to również przekroczenia prędkości poza obszarem zabudowanym na drogach jednojezdniowych i dwukierunkowych.
Fizyki nie oszukamy, a na drodze nie jesteśmy sami
Części z nas wydaje się, że mamy pełną kontrolę nad pojazdem, a nowoczesne systemy w autach zabezpieczają nas przed potencjalną tragedią. Policjanci przypominają, że jeśli jedziemy dwa razy szybciej, droga hamowania nie wydłuży się dwukrotnie, ale aż czterokrotnie.
Warto pamiętać także o tym, że na drodze nie jesteśmy sami. Wśród pojazdów na drogach znajdują się także młodzi, niedoświadczeni kierowcy, których czas reakcji lub zachowanie na jezdni może być opóźnione.
– Pamiętajmy, że na drodze nie jesteśmy sami – są nowi, młodzi kierowcy, czasem i też doświadczeni, ale są przede wszystkim osoby te, które nazywają się niechronieni uczestnicy ruchu drogowego. Oni są najbardziej narażeni na wypadki drogowe, ponieważ spotkanie samochodu z osobą pieszą zazwyczaj kończy się tragicznie – podsumowuje Sobótka.




