Rafał Trzaskowski zapowiada fotoradar na Grochowskiej. Mieszkańcy i aktywiści apelują o zmiany od lat

fot. Canva.com

Śmierć 6-letniego chłopca na Pradze-Południe przelała czarę goryczy. Prezydent Rafał Trzaskowski zapowiada walkę o postawienie fotoradaru w miejscu tragedii, choć przepisy mocno krzyżują plany. Tymczasem mieszkańcy i aktywiści z „Miasto Jest Nasze” mówią wprost: doraźne środki to za mało. Na stole leżą konkretne projekty zwężenia ulicy i wyznaczenia bezpiecznych lewoskrętów.

Od tragicznego poniedziałku (19 stycznia), kiedy to na skrzyżowaniu Grochowskiej i Zamienieckiej zginęło dziecko, a kilka osób zostało rannych mijają kolejne dni, a emocje nie opadają. Tragedia na nowo otworzyła dyskusję o tym, kto tak naprawdę rządzi na warszawskich ulicach – piesi czy rozpędzone samochody?

Trzaskowski: Fotoradar musi stanąć

Rafał Trzaskowski zadeklarował, że na Grochowskiej, w miejscu wypadku, pojawi się fotoradar. Sprawa nie jest jednak taka prosta.

Warszawa chce odzyskać władzę nad fotoradarami. Przypomnijmy, że przepisy w tym zakresie zostały zmienione przez rząd Prawa i Sprawiedliwości, odbierając samorządom prawo do samodzielnego stawiania urządzeń rejestrujących prędkość (obecnie zajmuje się tym głównie ITD/GITD).

Rozmawiamy na ten temat z ministrem. W tej konkretnej sytuacji będziemy robili wszystko, aby w tym miejscu fotoradar stanął w ciągu najbliższych tygodni. Natomiast tutaj potrzebne jest rozwiązanie systemowe, samorządy powinny mieć taką możliwość – słyszymy w Ratuszu.

Aktywiści i mieszkańcy ostrzegali od lat

Dla lokalnej społeczności obietnice to za mało.

Jako mieszkaniec ulicy Grochowskiej mam po prostu dość głupich, łatwych do uniknięcia wypadków. Mam dość tego, że w ciągu 20 lat doszło tu do 20 wypadków – mówi Maciej Saja, który w podobnym wypadku 5 lat temu stracił bliską osobę.

Sąsiedzi przypominają, że pisma w sprawie piratów drogowych sypały się do urzędów od dawna. Już 4 lata temu mieszkanka Grochowskiej, Agata Sierwińska, pisała w tej sprawie list do samej Komendy Głównej Policji. Bezskutecznie.

Padają propozycje zmian

Stowarzyszenie Miasto Jest Nasze (MJN) oraz klub Lewicy domagają się zmian, które fizycznie uniemożliwią szybką jazdę, a nie tylko będą za nią karać. Aktywiści żądają wydzielenia bezpiecznych faz do skrętu na najbardziej niebezpiecznych skrzyżowaniach (to właśnie manewr skrętu był przyczyną poniedziałkowej tragedii), czy zwężenia drogi dla osobówek do dwóch pasów a jeden przeznaczyć na buspas.

Inne postulaty dotyczą także przywrócenia samorządom możliwości instalowania OPP i fotoradarów, możliwości nakładania kar na właścicieli pojazdów w postępowaniu administracyjnym, wprowadzenie definicji „zabójstwa drogowego” i coroczna waloryzacja mandatów o średni wzrost wynagrodzenia.

Proponujemy zmiany, które można wprowadzić w przeciągu kilku najbliższych miesięcy – mówi Marcel Świerkocki z MJN.

Problematyczne ulice nie tylko na Pradze

Melania Łuczak z MJN punktuje, że Grochowska to tylko wierzchołek góry lodowej. Podobne „autostrady w mieście”, gdzie piesi czują się zagrożeni, to m.in. ul. Targowa, Grójecka, czy Puławska.

Udostępnij ten artykuł!

Najnowsze podcasty

Nowa aplikacja mobilna RadiaKolor